Polska północna

 

Wycieczka po Polsce północnej zajęła nam 10 dni. Przy planowaniu trasy, wiedziałam już, że nie tylko chcę zwiedzić całe wybrzeże, ale dotrzeć też najbardziej jak się uda na wschód. Jako punkt docelowy wybrałam Suwałki, a że Brat zaakceptował to tam właśnie się kierowaliśmy. Przejechaliśmy w sumie 1025 km, co średnio daje ok. 100 km dziennie. DSC_2747

Wiedząc, że mamy dość dużo czasu na początku nie spieszyliśmy się w ogóle. Później jednak okazało się, że te pierwsze pół dnia, które straciliśmy przy pchaniu rowerów po plaży moglibyśmy wykorzystać na zwiedzenie czegoś jeszcze. Ale, że zawsze chciałam spróbować jazdy na przeładowanym rowerze po mokrym piachu, kiedy woda podmywa koła i stopy, to nie żałuję 🙂 Pogodę mieliśmy zamówioną, więc nie ma się co dziwić, że pod koniec sierpnia nad morzem cały czas świeciło nam słońce. Deszcz trochę nas postraszył w drodze do Ustki, a później mocno nam dolał w drodze do Pucka. Ale i tu nie ma się co dziwić. Przejeżdżaliśmy przez Władysławowo, a ono zawsze wita i żegna nas deszczem. Jakoś tak się chyba nie lubimy. Za to później jazda po Klifie Rzucewskim zrekompensowała nam cały mokry dzień. A pozostałe wrażenia z Wybrzeża? Hmmm. O wiele bardziej podobają mi się maleńkie nadmorskie miasteczka, o których turyści zaraz po wakacjach zapominają, niż kurorty do których przyjeżdża się na „lans”. I bardzo widać było po drodze, gdzie jedzie się odpocząć, a gdzie poszpanować. Kilka razy udało nam się trafić na miejsca, o których i Bóg i turyści zapomnieli. DSC_2636Super czyste plaże, cisza, spokój, słońce i szum morza. Ależ nie chciało nam się stamtąd odjeżdżać… Nie udało się też dojechać do Karwieńskich Błot II chociaż bardzo chciałam (ciociu Elu mam nadzieję, że się nie gniewasz:) ). Musieliśmy się liczyć z czasem, no i z siłami, bo na dwie osoby trzeba je trochę inaczej rozkładać, niż jak się jedzie samemu. Mogę też przyznać, że Trójmiasto dla rowerzysty, który chce je przejechać szybko, a nie do końca wie jak, to istna masakra. Najpierw nie mogliśmy wjechać do Gdyni, później wyjechać z Gdańska, dramat. Później jeszcze się okazało, że zmienić województwo też wcale nie jest tak prosto jak mogłoby się wydawać. To były nerwowe dwa dni, ale też przez to że gdzieś się nie dało przejechać, a gdzieś indziej nie działał prom, poznaliśmy nowe ciekawe miejsca, więc tez nie ma na co narzekać. 😉  DSC_2683

Warmia i Mazury, czyli dalszy etap wycieczki. Jestem zauroczona – zarówno przyrodą, jak i mieszkańcami północnej części województwa, zwłaszcza tymi płci męskiej. 😉 Warmia jest górzysta, niczym Bieszczady. Podjazdy co prawda są mniejsze, ale prawie cała trasa wyglądała tak: pod górę, pod górę, trochę z górki. Przez to też na pewno nie dojechaliśmy w wiele miejsc, które chcieliśmy odwiedzić. Pierwszy, do którego wcale nie chcieliśmy wjeżdżać, ale dotarliśmy, choć nie bez trudu, był Elbląg. DSC_2352Śliczne miasteczko. Wyremontowane, nocą pięknie oświetlone, aż chce się zwiedzać. I chociaż na kempingu byli prawie sami Niemcy, to było bardzo sympatycznie. 🙂 Tutaj też okazało się, że im dalej na wschód, tym noce zimniejsze. Wtedy jeszcze spaliśmy w namiocie. Ale ani czapka na głowie, zaciągnięty mocno śpiwór i dwa polary, nie dały rady zimnu, które nas ogarnęło nad ranem. Zapewne odległość 10 m od Kanału Elbląskiego też miała wpływ na temperaturę. W każdym razie, tego ranka podjęliśmy decyzję, że była to ostatnia noc w namiocie. Następnego dnia całe szczęście od rana pięknie świeciło słoneczko i grzało nas podczas dalszej podróży. Zagrzani (bo cały czas pod górkę) i zadowoleni dojechaliśmy do Fromborka. A tam jak już pisałam świetni ludzie, od razu do nas zagadali, powypytywali o podróż, a na deser dostaliśmy bilety na Wodną Wieżę, aby móc zobaczyć to malutkie miasteczko w pełnej krasie. DSC_2844 Tego dnia dojechaliśmy wieczorem do Bartoszyc, które strasznie mnie zawiodły. Przewodnik mówił, że to mała turystyczna miejscowość. Mała to jest, ale turystyczna to nie powiedziałabym. Mieliśmy ogromny problem ze znalezieniem noclegu, chociaż działa tam kilka hoteli to jednak szukaliśmy czegoś dostępniejszego. I tak się nie udało, a zajęło nam ponad dwie godziny. Do tego wiszące wszędzie ozdoby choinkowe (4 września!!) nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia. Całe szczęście nie zabawiliśmy tam długo i z samego rana ruszyliśmy w stronę jezior i bardziej mazurskiej części województwa. Pierwszy raz wszystko idealnie szło z planem i okazało się, że poranne założenie o wyjechaniu z Węgorzewa o 17, zrealizowaliśmy niemalże co do minuty. Przed wjazdem do miasteczka znaleźliśmy zupełnie pusty pomost nad jeziorem, który okazał się świetnym miejscem na przygotowanie obiadu i krótką sjestę. wpid-wp-1378387423180.jpg Prawie cały czas jechaliśmy główną drogą, która od Srokowa aż po Gołdap jest w remoncie. Paradoksalnie właśnie to przyspieszyło nasz przejazd. Ponieważ czynny był tylko jeden pas i co kilka kilometrów kierowców zatrzymywała sygnalizacja świetlna, my zjeżdżaliśmy sobie elegancko na pas w remoncie i dość szybko przesuwaliśmy się do przodu. Atrakcji wiele po drodze nie było, więc do Gołdapi wjechaliśmy zanim wieczór zaczął się na dobre. Z noclegiem też nie było problemu, więc rano wypoczęci ruszyliśmy szukać informacji turystycznej i przy okazji zwiedzać. Pierwsza osoba zaczepiła nas nad jeziorem. Pan nas mijał dzień wcześniej gdzieś przed Węgorzewem i poczuł się zobowiązany poopowiadać trochę historii oraz zaproponować różne atrakcje do zwiedzenia po drodze do Suwałk. To pod wpływem jego opowieści zmieniliśmy trochę trasę, niż pierwotnie zaplanowałam, chociaż i tak nie udało się dotrzeć wszędzie. Później ruszyliśmy do Centrum i zatrzymaliśmy się dosłownie na chwilkę, żeby zrobić zdjęcie. I już znalazł się kolejny człowiek, chcący zapoznać nas jak najlepiej z miejscowymi atrakcjami. Kiedy zaczepił nas trzeci pan już trochę krócej z nim rozmawialiśmy, bo wtedy zorientowaliśmy się, że już prawie południe a my dalej z Gołdapi wyjechać nie możemy. Powiem tyle: bardzo sympatyczni ludzie na tym północnym wschodzie i gdybyśmy dysponowali większą ilością czasu na pewno usłyszeliśmy jeszcze dużo historii o okolicy. Tego dnia dotarliśmy do Suwałk, ale po drodze mieliśmy jeszcze bliskie spotkanie z bykiem.  bykZupełnie niespodziewanie po wyjeździe z małego lasku, oczom naszym ukazały się łąki. I właśnie z takiej jednej łąki wychynął byk, taki nieduży, ale o wściekłym spojrzeniu. I co? Chcieliśmy przejechać, ale on się zbliżał do nas dość szybko, aż w końcu okazało się, że zerwał się z łańcucha, a pastwisko nie ogrodzone. Paweł trochę odjechał, a ja zaczęłam się cofać razem z moim ciężkim rowerem, aż w końcu wycofując się puściłam rower, który runął na mnie. I tak: leżę ja, leży rower, a byk napiera. Zastosowaliśmy więc technikę, jaką polecają na duże zwierza, czyli krzyczeliśmy na niego. Zatrzymał się zdezorientowany, a w tym czasie Brat zastawił mnie swoim rowerem żebym się mogła podnieść. Na te nasze krzyki wyszła jeszcze wielka krowa, chyba mama tego młodego. Zrobiliśmy więc szybki odwrót i postanowiliśmy szybko nadłożyć kilka kilometrów drogi, byle już tam nie wracać. Dopiero jak odjechaliśmy dość spory kawałek, to zatrzymaliśmy się, żeby ochłonąć i opatrzyć moją zakrwawioną nogę. Teraz mnie to bawi, ale wtedy naprawdę przeżyłam chwilę grozy. Później już nie było żadnych niespodzianek i choć cel – czyli Suwałki, został osiągnięty, przedłużyliśmy wyjazd jeszcze trochę i pojechaliśmy nad jezioro Wigry. DSC_2933Wieczorem sprawdzając pociągi na Kraków, podjęta została decyzja o zahaczeniu chociaż na chwilę o Białystok, więc ostatni wieczór tej wyprawy spędziliśmy właśnie tam. Już po „cywilnemu”, zwiedzając Stare Miasto, cieszyliśmy się z ostatniego dnia urlopu. Szkoda tylko, że już o 7 był pociąg i nie można było dłużej zostać.

Dzień 1

Świnoujście – Międzyzdroje – Dziwnów (12 km plażą) – 53 km

Dzień 2

Dziwnów – Dziwnówek – Pobierowo – Trzęsacz – Rewal – Niechorze – Pogorzelica – Mrzeżyno – Dźwirzyno – Kołobrzeg – Ustronie Morskie – 100 km

Dzień 3

Ustronie Morskie – Gąski – Sarbinowo – Chłopy – Mielno – Unieście – Łazy – Iwięcino – Dąbki – Darłowo – Jarosławiec – Ustka – 125 km

Dzień 4

Ustka – Objazda – Osieki – Smołdzino – Kluki – Rzuszcze – Charbrowo – Łeba – Sarbsk – Choczewo – Wierzchucino – Dębki – 131 km

Dzień 5

Dębki – Karwia – Jastrzębia Góra – Rozewie – Władysławowo – Puck – Błądzikowo – Rzucewo – Osłonino – Kazimierz – Gdynia – Sopot – 100 km

Dzień 6

Sopot – Gdańsk – Westerplatte – Przejazdowo – Sobieszewo – Świbno – Błotnik – Kiezmark – Żuławki – Tujsk – Kępiny Małe – Kępki – Elbląg – 111 km

Dzień 7

Elbląg – Huta Żuławska – Frombork – Braniewo – Lelkowo – Górowo Iławeckie – Bartoszyce – 135 km

Dzień 8

Bartoszyce – Sępopol – Parys – Barciany – Srokowo – Węgorzewo – Budry – Banie Mazurskie – Gołdap – 133 km

Dzień 9

Gołdap – Dubeninki – Stańczyki – Przerośl – Hańcza – Bachanowo – Podwysokie Jeleniewskie – Biała Woda – Suwałki – Sobolewo – Gawrych Ruda – 96 km

Dzień 10

Gawrych Ruda – Słupie – Cimochowizna – Stary Folwark – Krzywe – Suwałki – 41 km, + 120 km pociągiem do Białegostoku

 

 

 


Pokaż polska północna na większej mapie

 

    Zdjęcia z wycieczki można zobaczyć w galerii